KONGER TIGER CROSS MAXX 240 UL 3-18, nie tylko na okonie

WĘDKA KONGER TIGER CROSS MAXX 240 UL 3-18, nie tylko na okonie
(…) Idealna propozycja dla pasjonatów gumeczek, mini cykad, woblerków i błysteczek. Konstruując te kije, nie zapomnieliśmy też o tzw. przyłowach. Cross Maxx-y z tej serii wytrzymują zmagania nawet z okazałymi sandaczami i szczupakami.
Pozostałe dane: długość: 2,40m, ciężar wyrzutowy: 3-18g, długość transportowa: 1,28m, waga: 150g, ilość elementów: 2

Taką, krótką charakterystykę podaje producent. Trudno na podstawie dwóch, lapidarnych zdań, przekonać się o korelacji wędziska z osobistymi preferencjami, a tym bardziej podjąć decyzję o zakupie. Jestem szczęśliwym posiadaczem kongerowskiego lighta od trzech sezonów, dlatego z pełnym przekonaniem ośmielam się wystawić mu świadectwo z promocją do łowienia.

 Kij kupiłem z marszu, ponieważ poprzedni ( UL Needle Spin Mikado) zamieniłem w drzazgi. Żeby było ciekawiej, wcale nie zamierzałem łowić okoni na paprochy ale senne, zimowe pstrągi w Sanie. Wklejankę wybrałem zupełnie świadomie, kierując się wieloletnim doświadczeniem. Na początku sezonu „kropki” wymęczone po jesiennym tarle, zahibrernowane w lodowatej wodzie nie reagują na przynętę gwałtownie. Brania są delikatne, leniwe, niezdecydowane, stąd wybór niskobudżetowego kija podyktowany był przede wszystkim jego wrażliwością na flegmatyczne zaczepki rybich gąb :-)
. Na początku omówię techniczne aspekty Tiger Crossa.

 

Wady

Żeby na końcu mojej recenzji nie pozostawić złego wrażenia, zacznę od minusów tego wędziska. W pierwszej kolejności denerwuje, to że producent wprowadza wędkarza w błąd. Na blanku, tłustym drukiem napisano, że masa kija to 150g.

Tiger Cross Max

Tiger Cross Maxx

Niestety, podana wartość nijak ma się do rzeczywistości. Wędka jest znacznie cięższa – bo elektroniczna waga wyświetla tęgie 185g.

Tiger Cross Max waga

Tiger Cross Maxx waga

To znacznie więcej od deklaracji handlowej, więc można się zjeżyć, bo każdy gram podczas wielogodzinnego wędkowania ma znaczenie. Masa własna Tigera nie imponuje na tle konkurencji, jednak dopuszcza biczowanie bez przerwy nawet pół dnia. Zmęczenie przychodzi po kilku godzinach. Przypominam sobie spinningowe mistrzostwa okręgu krośnieńskiego, rozegrane na jeziorze myczkowieckim w sierpniu 2015r, w dwóch turach po 7 godzin każda. Wiadomo, podczas zawodów nie ma zlituj, trzeba pracować od początku do końca. Pod koniec drugiego dnia rywalizacji miałem już serdecznie pod łopatką.

Tiger Cross Max dolnik

Tiger Cross Maxx dolnik

Drugi mankament, to zbyt długi dolnik. Nie jest to opinia odosobniona, ponieważ na tę nielubianą cechę często zwracają uwagę internauci. 37 cm mierzone od końca dolnika do stopki kołowrotka, przy lekkim, stosunkowo krótkim kiju, to przynajmniej 5 cm za dużo. Trzeba uważać podczas kontry nadgarstkiem, żeby nie porwać kieszeni kamizelki. Niemniej, ten feler jest pochodną zalety, bowiem Konger, naciągając dolnik, zadbał w ten sposób o właściwość bardziej istotną: wędka jest dobrze wyważona, więc nie ma tego złego…

Tiger Cross Max wywazenie

Tiger Cross Maxx wyważenie

Gdy produkt kosztuje 100 złotych z ogonkiem, trudno mieć pretensje o takie drobiazgi jak zaniżona waga, czy przydługa rękojeść.

Uniwersalna długość.

2,4m umożliwia wygodne łowienie w każdych warunkach. Konger z powodzeniem nadaje się do zarzucania z brzegu. Ponieważ często odwiedzam tzw. „siurki”, więc cenię sobie poręczność Maxxa. Dzięki umiarkowanej długości, nie nastręcza trudności podczas przedzierania się przez krzaki i zarośla. W krytycznych sytuacjach, daje się sprawnie złożyć i pozwala brnąć w gęstwinie od dołka do dołka. Daje radę z łódki – owszem, krótszy byłby lepszy. W okolicznościach, kiedy sprawdza się obrzyn na metr osiemdziesiąt, ten ultra light dał się poznać, jako sprawny wodzirej woblerków, smukłych wahadłówek i małych wirówek.
Najbardziej przypadło mi do gustu brodzenie z tygrysem. Dłuższy kij spinningowy, co najwyżej męczy rękę, krótszy utrudnia prowadzenie. Niecałe 2 i pół metra, to długość optymalna do łowienia po środku niewielkiej rzeki.


Zasięg.

Ten parametr wydaje się niemierzalny, ponieważ zależy od kilku zmiennych: od właściwości lotnych przynęty począwszy, przez rodzaj linki, na umiejętnościach wędkarza skończywszy. Ale, jest dobrze. Jeśli żyłka, której używamy nie przekracza wartości 0,18 a plecionka 0,12, nasze rzuty są satysfakcjonujące i precyzyjne.

CCW 3-18g.

Kij chętnie wysyła na out lekkie, nawet półtoragramowe główki. Bardzo dobrze ładuje się od deklarowanych 3 do około 12 gramów. Powyżej tej wartości zarzucam bez wykorzystania potencjału szczytówki. Ciężka przynęta i tak leci kilkadziesiąt metrów, jednak trudniej trafić nią „do tarczy”.
 Jigowanie z łajby udaje się przy zastosowaniu główek do 15 gramów, powyżej tej wartości, wędzisko zaczyna usypiać i brak mu agresji. Podobnie rzecz ma się podczas łowienia w wartkim nurcie. Kiedy używamy wściekłego woblera albo szeroko wirującej błystki, opór, jaki stawiają w prądzie sprawia, że wędzisko zamiast pracować szczytówką, drży nerwowo w 2/3. Chcę jednak przypomnieć, że Tiger Cross Maxx, to delikatna wklejanka, a nie trociowa pała. I tu niespodzianka. Przesunięcie punktu pracy poza szczytówkę w głąb blanku, nie wpływa negatywnie ani na jego czułość, ani skuteczność.  Oczywiście są granice przeciążeń, które uniemożliwiają skuteczne zacięcie, jednak ultralight daje radę! Skutecznie łowię pstrągi na 2-6 cm woblery, czeburaszkę, wahadła i wirówki. Maxx, kupiony na senne pstrągi, ku mojemu zaskoczeniu, okazał się przyjacielem na cały sezon a Catana i Trouth czekają – o ironio – w bagażniku. 
Zdecydowanie odradzam dżerkowanie. Natomiast do prowadzenia gumki na bocznym troku jest świetny. I w tym miejscu przechodzimy do zagadnienia kluczowego.

Wrażliwość na dotyk i akcja.

Jak wspominałem, wybrałem tę wędkę ze względu na delikatną, czułą szczytówkę z pełnego węgla.

Tiger Cross Max top

Tiger Cross Maxx top

Nie pomyliłem się, jest niczym kiwok. Co więcej, przez dobrze dobrany blank przekazuje z precyzją światłowodu wszystkie wibracje do korkowego uchwytu. Ponad to, wklejona szczytówka (56,5 cm) jest tak zestrojona z pustą tuleją wędziska, że podczas pracy tworzą pałąk, bez wyraźnego usztywnienia w miejscu łączenia. Moi koledzy zastanawiali się na początku, czy to na pewno wklejanka? Krzywa ugięcia jest zaiste miła oku. 
Pstrągi na Sanie i okolicznych potokach łowię zwykle na woblery. Zimą i wczesną wiosną prowadzę je niemal nie używając korbki, więc nawet mocno pracujące modele potrząsają czubkiem wędki tylko w silniejszym nurcie. Pomimo specyficznego sposobu ich wodzenia, ciepłych rękawiczek na dłoniach oraz sporego łuku na lince nie mam problemu z odróżnieniem brania od zaczepu. Cross Maxx, niczym translator tłumaczy migowy język wabika. Nieco gorzej jest, gdy w swobodnym dryfie pilotuję miękkie przynęty. Zdarza mi się wtedy zaciąć spływające rzeką glony. Przedstawione powyżej sposoby połowu są dość ekstremalne i wymagają refleksji, bo ukazują przypadki rzadkie w spinningowaniu: brak 100% kontaktu z przynętą. Ten tani kijaszek, nawet w takich okolicznościach nie zawodzi, mówi do wędkarza, co dzieje się poza zmysłem wzroku. 
Kiedy łowię z użyciem bocznego troka, również mogę zamknąć oczy, bo w ręce przyjemnie czuję, jak ciężarek szura po dnie, a elektrycznego brania okonia nie da się przegapić. 
   Parabola ugięcia jest typowa dla wklejanek. Wędka ma szczytową akcję i gwarantuje szybką reakcję na branie.

Tiger Cross Max akcja

Tiger Cross Maxx akcja

Jej temperament, to niewątpliwie duża zaleta. Pod niewielkimi gramaturami pracuje sam czubek, natomiast większy wabik uaktywnia grubsze części jiga, jednak wędzisko zachowuje pewność siebie i pozwala skutecznie zaciąć rybę. Jedynym wyjątkiem były brania, natychmiast po wykonaniu bardzo odległych rzutów (i) z użyciem żyłki. Wtedy zdarzały mi się pudła albo zdobycz wypinała się tuż po zacięciu. Hol z użyciem Kongera UL jest bardzo przyjemny i pewny. Wędka prawie w ogóle nie gubi ryb. Pod okazami ugina się parabolicznie do samego dolnika. Na wspomnianych wyżej mistrzostwach okręgu miałem przygodę. Zabrałem z sobą dwa kije. Jeden do ciężkiego spinningu, a drugi, wiadomo: Cross Maxx. Wszyscy nastawiali się na okonie lub pstrągi, ja natomiast, miałem feeling na szczupaka. Niestety okazało się, że sprzęt ciężki nie działa, bo odkręcił się kabłąk, co skutkowało regularną brodą. Więc… zawiązałem pokaźne wahadło na szesnastce bez bezpiecznego przyponu ( o ja durny), i po drugim rzucie miałem krótkiego szczupaka. Po 10 minutach walczyłem już z prawdziwym „kłapaczem”. Co on nie wyrabiał! Odjeżdżał na boki, pikował w moczarkę, gwizdał na hamulcu jak chciał. Wiotki „lajcik” w moich rękach wyginał się niczym koci ogon. Była walka. Niespełna 80 centymetrowy szczupak i trzy pstrągi w drugiej turze dały mi wicemistrzostwo okręgu. I jak tu nie lubić Tygryska?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.