Nasadka noktowizyjna Pulsar Forward FN155

I stała się jasność – urządzenia typu noktowizji, czy termowizja pozwalają na „rozjaśnienie” nocnej rzeczywistości. Nie zawsze można liczyć na księżyc, a często wręcz go nie ma – bo albo ukryje się za chmurami, albo wschodzi zbyt późno, czy też w ogóle schowa się w cieniu ziemi. W takich sytuacjach można się tylko domyślać co w trawie piszczy.

Z pomocą przychodzi nam technika, wprawdzie urządzenia typu noktowizja znane są od lat ale dopiero od niedawna stają się one dostępne dla wszystkich. A od jakiegoś czasu urządzenia te są wręcz wskazane do skutecznych nocnych polowań na dziki. W związku z zagrożeniem ASF i koniecznością utrzymania odpowiedniej populacji dzika na niektórych obszarach dozwolone zostało używanie celowników noktowizyjnych / termowizyjnych dla poprawienia skuteczności polowań.

W tym artykule chciałbym Państwu przybliżyć przednią nasadkę termowizyjną na lunetę Pulsar Forward FN155.

 

Nasadka noktowizyjna Pulsar Forward FN155 założona na lunetę

 

Do testów wybraliśmy to urządzenie ze względu na kilka czynników: po pierwsze można jej użyć praktycznie z każdą lunetą, nie zmusza użytkownika do zmiany dotychczasowej optyki, po drugie może służyć również jako urządzenie do obserwacji i w końcu cena nie jest zaporowa.

 

Co i jak widać

Najczęściej urządzenie było wykorzystywane prze zemnie jako obserwacyjne i dzięki niemu mogłem zobaczyć to co wcześniej mnie irytowało. Często, w krzakach pod amboną, słyszałem jakieś szmery i ruch, zgadywałem co to może być – a dzięki noktowizorowi okazało się, że to sowy upodobały sobie te zarośla. Nie wiem czy wraz z tą nasadką miałem dużo szczęścia, czy dzięki niej widziałem to czego wcześniej nie mogłem zobaczyć. Pierwszego dnia kiedy usiadłem na ambonie, a kiedy do niej dotarłem było już ciemno, zaraz po rozłożeniu się usłyszałem, że coś chodzi kilkadziesiąt metrów ode mnie –  zobaczyłem jak wataha dzików wyszła na skraj kukurydzy. Postanowiłem, że sprawdzę jak to samo będę widział przez lunetę. Zdjąłem więc z nasadki okular do obserwacji, z trudem założyłem adapter do montażu na lunecie i w końcu założyłem nasadkę na lunetę – uff – po co rozpisuję się o szczegółach – a właśnie po to by uświadomić jak długo trwała ta czynność. O ile zdjęcie z nasadki samego okularu trwa dość szybko, to już założenie adaptera jest dość uciążliwe i wymaga odpowiedniej siły – rozumiem, że to konieczność bo wszystko poddane jest sporym przeciążeniom i musi być to solidne. Z czasem ta czynność szła mi o wiele lepiej i szybciej. Tego razu jednak w miejscu gdzie buchtowały dziki nie było po nich śladu, jedynie słyszałem łamanie kukurydzy  – myślałem, że wataha wróciła do niej, a tu za chwilę wyszedł z niej jeleń – pewnie on przepłoszył te dziki. Innym razem obserwowałem sowy, o których już wspomniałem, kiedy kątem oka zobaczyłem lisa. Rudzielec zerkał co chwilę w prawo, pomyślałem, że coś musiało go zaniepokoić, więc i ja w tym kierunku. I faktycznie  szły tam dwa dziki, te nagle zaczęły pewnym krokiem oddalać się ode mnie. I znów pewnie za sprawą jelenia bo ten za chwilę pojawił się pod amboną. Wszystko zostało zarejestrowane i można zobaczyć na filmiku, który jest udostępniony pod linkiem:

Pulsar Forward FN155 – film

Tutaj wspomnę o pewnej drobnej wadzie noktowizora, a mianowicie urządzenie nie ma żadnej kontrolki, że trwa nagrywanie. Dlatego czasem zamiast włączyć nagrywanie wyłączałem je. Potem w domu przy przeglądaniu materiału okazywało się, że coś nie zostało zarejestrowane.

W specyfikacji podane jest, że urządzenie ma zakres powiększenia 2 (10), 1 (5), zoom cyfrowy 2x, a rekomendowany zakres powiększeń to 4-8. Okazuje się, że dystrybutor błędnie opisał to urządzenie i nie ma zoomu cyfrowego x2. Myślę, że w momencie publikacji tego artykułu błąd został już poprawiony. Samo urządzenie ma stałe powiększenie, a dzięki okularowi do obserwacji powiększamy ekran 5x jest to tyle aby w okularze widzieć dokładnie cały wyświetlacz. Za to używając nasadki z lunetą możemy swobodnie powiększać ekran. Tu pojawia się to rekomendowane 4-8 – przy powiększeniu 4 widzimy dokładnie cały wyświetlacz, wszelkie informacje jakie się tam pojawiają, kiedy zaczynamy zwiększać powiększenie to tak naprawdę widzimy tylko fragment tego wyświetlacza, a nie faktyczne powiększenie. Być może nie brzmi to zbyt dobrze, ale w praktyce rozdzielczość obrazu jest na tyle wystarczająca, że bez problemu możemy śmiało stosować takie, a nawet większe powiększenie. Wręcz jak dla mnie obraz widziany przez lunetę uzbrojoną w noktowizor jest na prawdę dobry o wiele lepszy i jaśniejszy niż oglądany przez okular. Śmiało można używać tej nasadki w deklarowanym zakresie powiększeń. Ja używałem jej z lunetą o powiększeniu do 9 i tu obraz nadal był doskonały. Powiększenie poniżej 4 nie ma sensu bo „oddalamy” tylko obraz od oka nie zwiększając przy tym pola widzenia.

Obraz widziany przez lunetę wydawał mi się wiele bardziej ostrzejszy i jaśniejszy niż ten oglądany przy pomocy okularu. Film nie do końca oddaje rzeczywistość. Np. w pewnym momencie na filmie (ok 5 minuty) widać – właściwie to bardzo słabo – dwa przechodzące jelenie. W rzeczywistości widziałem je w miarę przyzwoicie.

Jedyny moment kiedy noktowizor nie był przydatny to podczas gęstej mgły (film około 8’22”). Widoczność w takiej sytuacji była bardzo marna.

Urządzenie ma dołączony iluminator podczerwieni o 3 stopniowej regulacji. Pozwala on na dość daleką obserwację w zupełnej ciemności wg parametrów do około 450 m. Myślę, że wszystko zależy od warunków panujących w danym miejscu. Prawie nigdy nie ma zupełnej ciemności, a wtedy ta widoczność jest o wiele lepsza. Np. kiedy pojawi się trochę księżyca w zasadzie można, a nawet należy zrezygnować z iluminatora bo widoczność jest bardzo dobra i bez ograniczeń. W praktyce używałem mocy pierwszego stopnia, czasem drugiego, bardzo rzadko trzeciego.

Przy wyłączonym podświetlaniu można przy pomocy jednego przycisku rozjaśnić obraz, co w wielu sytuacjach kiedy nie ma zupełnej ciemności, jest wystarczające do skutecznej obserwacji. Im ciemniej tym bardziej potrzebujemy wspomagania i tu pojawia się pewien problem. Kiedy włączymy podświetlenie to rzeczy znajdujące się na pierwszym planie są dużo jaśniejsze od tych dalej. Wręcz świecą tak mocno, że oślepiają. W praktyce urządzenie można wykorzystać na otwartej przestrzeni. Nie sprawdzi się ono w gęstym lesie, chyba że nie będzie całkowitej ciemności i użyjemy go bez włączani podświetlania IR.

 

Dodatkowe funkcje i baterie, ostrość

Prócz dość oczywistej możliwości nagrywania czy robienia zdjęć urządzenie te można połączyć z telefonem za pomocą WiFi – jest to dość proste, ale wymaga zainstalowania w telefonie odpowiedniej aplikacji. Dzięki tej aplikacji prócz możliwości sterowania parametrami urządzenia dostępne są również dodatkowe funkcje. W telefonie w przeciwieństwie do samego urządzenia widzimy kiedy włączone jest nagrywanie możemy skorzystać z dość prostego kalkulatora balistycznego. No i oczywiście można oglądać obraz na żywo. Jest też fajna funkcja motion detection, która alarmuje nas w wybrany sposób (dźwięk lub wibracje) o ruchu. Gdyby tak zamontować urządzenie na statywie to śmiało można by kłaść się spać i czekać aż coś się poruszy przed obiektywem. Jest tylko mały problem, każdy przelatujący komar może powodować włączenie się alarmu.

Wraz z noktowizorem dostarczany jest pilot zdalnego sterowania, który ułatwia operowanie urządzeniem. Za jego pomocą można wejść w ustawienia, zmienić m.in. jasność i kontrast, z pilotem łatwiej poruszać się po menu i ustawieniach. Ułatwia on posługiwanie się nasadką, ale uważam, że i bez niego można żyć. Raz ustawione mało kiedy wymagały zmiany, a przynajmniej ja nie widziałem takiej potrzeby.

Pilot zdalnego sterowania

 

Samo urządzenie ma możliwość włączenia tzw. trybu czuwania. Funkcja ta wprawdzie wyłącza wyświetlacz w samym urządzeniu ale nie usypia go i wszelkie inne funkcje jak choćby WiFi, nagrywanie, przekazywanie obrazu do telefonu i sterowanie z telefonu nadal działają. Raz dość mocno bawiłem się tymi wszystkimi funkcjami i prawie udało mi się rozładować baterię. Według producenta ma ona wytrzymać do 9 godzin. Ale przy włączonym WiFi i samym urządzeniu kontrolka baterii była na jednej kresce już po 4 godzinach używania. Po wyłączeniu WiFi i normalnym użytkowaniu nasadkę używałem jeszcze przez około 1,5 godziny i bateria nie padła. W zasadzie łączenia z telefonem używałem dość sporadycznie, nie czułem takiej potrzeby, a wtedy bateria wystarczał mi na dwa kilkugodzinne wypady, po których nadal był mały zapas mocy, więc te deklarowane 9 godzin z pewnością nie są przesadzone.

Urządzenie jest sprzedawane z akumulatorem IPS 5 ale można zamiennie dobrać do niego akumulator IPS 10 (dwa razy pojemniejszy, ale również dwa razy cięższy i większy), oraz BPS (pojemnik na baterie 3X AA ) – nie widzę jednak takiej potrzeby, chyba, że ktoś wybiera się w miejsce, gdzie przez kilka dnie nie będzie miał możliwości doładowania akumulatora.

Ostrość w noktowizorze ustawia się za pomocą pokrętła umieszczonego na górze urządzenia działa ono z dość sporym oporem i jest dość niewygodne, zwłaszcza kiedy nasadka jest założona na lunetę i trzeba daleko sięgnąć ręką. Szkoda, że nie zostało ono wyposażone w funkcję autofokusu, a z drugiej strony przy pewnym nastawieniu ostrości powiedzmy na około 40-50 m nie trzeba jej zmieniać, bo i dalej i bliżej widać w miarę przyzwoicie.

Cała nawigacja, oraz pokrętło do nastawiania ostrości znajdują się na górze urządzenia

Zakładanie na lunetę, ciężar i wygoda

Na lunetę nasadkę zakłada się przy wykorzystaniu odpowiedniego adaptera. Kupując urządzenie najlepiej podać sprzedawcy z jaką lunetą będziemy używać nasadki, a ten dobierze i wyreguluje odpowiedni adapter do niej. Po wielokrotnym zakładaniu i ściąganiu nasadki z lunety nie zauważyłem na niej nawet najmniejszej ryski.

Nasadka założona na lunetę przesuwa środek ciężkości do przodu. Waga samego drylingu i dodatkowa waga nasadki powoduje, że raczej nie odważyłbym się na strzelanie z wolnej ręki.

Producent podaje, że nie trzeba przystrzeliwać broni z nasadką, choć ja do takich deklaracji podchodzę sceptycznie i wolę to zrobić. Udałem się więc na strzelnicę i faktycznie okazało się, że przystawka jest tak ustawiona, że nie było takiej konieczności. Na strzelnicy oddałem też kilkanaście strzałów by sprawdzić jak zachowuje się ona w użyciu, czy odrzut nie powoduje jakiś dolegliwości, czy wszystko działa jak należy. Również ze ściągniętą po wszystkim nasadką. Po tym teście urządzeni nie wykazywało żadnych nieprawidłowości, luneta bez niego również nie wskazywała, że coś się z nią mogło stać.

Obawy takie miałem kiedy wziąłem tą nasadkę pierwszy raz w ręce, bowiem komplet: nasadka, bateria i adapter ważą razem około 870 g. Tą wagę można nieco zniwelować stosując zamiast dedykowanej baterii inne zasilanie podłączone kablem przez złącze USB. Ta waga dość mocno zmienia środek ciężkości broni, jak dla mnie powodując to, że bez pastorału nie odważyłbym się strzelać.

Sama nasadka z baterią ważą około 769g

 

Do wagi należy dołożyć ciężar adaptera, który wynosi 109g

 

Jeżeli chcemy nasadki używać do obserwacji, to do masy całości trzeba doliczyć 215g, bo tyle waży okular.

 

Zapytałem u dystrybutora, czy aby ten ciężar przy odrzucie nie uszkodzi lunety i zostałem zapewniony, że nie, i że do tej pory nie mieli ani jednego takiego zgłoszenia – nie pozostaje nic innego jak ufać tym zapewnieniom. Również próby na strzelnicy nie wskazywały na to by cokolwiek miałoby się dziać z lunetą.

Adapter umożliwiający spięcie lunety z noktowizorem

Zakładanie nasadki z zamontowanym adapterem na lunetę jest bezproblemowe proste i szybkie, a blokuje się ją jednym zaciskiem – wszystko trzyma się jak należy. Nieco gorzej jest z zakładaniem adaptera do samej nasadki. Aby to zrobić trzeba z odpowiednią siłą docisnąć go i przekręcić. Początkowo ta operacja może sprawiać trudność i ma się wrażenie, że można coś uszkodzić, Z czasem jednak nabiera się praktyki i traw to o wiele szybciej i sprawnie.

 

Podsumowanie

Nasadka noktowizyjna Pulsar Forward FN155 jest urządzeniem, które może odmienić skuteczność polowań. Doskonale sprawdzi się na otwartych przestrzeniach, gdzie widoku nie przesłaniają żadne elementy w pierwszym planie. Obsługa nasadki jest prosta i intuicyjna bez zbędnych komplikacji. Obraz jest dobrej jakości i nie męczy oka. Zaletą jest, jak podaje producent i zostało potwierdzone na strzelnicy, możliwość używania bez dodatkowych zabiegów regulacyjnych, czy przystrzelania broni na strzelnicy. Nasadka jednocześnie może służyć za urządzenie do obserwacji. Wadą jest waga noktowizora, który dodatkowo obciąża broń o około 870 g. Mimo tego jest to bardzo dobre narzędzie, wspomagające oko i pozwalające na skuteczne polowanie prawie w każdych warunkach.

________________

Wg polskiego prawa (na dzień 01.10.2018) nie wolno używać tego typu urządzeń do polowań. Wyjątek stanowi polowanie na dziki na obszarach objętych ASF.

Artykuł ten również nie zajmuje się etyką łowiecką – etyka bowiem obowiązuje niezależnie od obowiązujących przepisów, a nie urządzenie strzela, a człowiek.

Mam nadzieję, że artykuł nieco pomógł tym, którzy zastanawiają się jaką nasadkę noktowizyjną kupić.

Egzemplarz testowy dostarczyła firma Delta Optical

Komentarze do „Nasadka noktowizyjna Pulsar Forward FN155

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.